Serce Tommy’ego pękło. Wiedział, co musi zrobić. Nie mógł go zostawić. Nie samego. „Dobrze. Ale muszę wezwać pomoc.”
Nogi Tommy’ego parły go naprzód przez zarośla, gałęzie haczyły mu się o kurtkę.
Obraz mężczyzny przykutego do drzewa palił mu się za oczami. Wybiegł z lasu, dostrzegając starą drogę powiatową.
Szybko wygrzebał z kieszeni stary telefon komórkowy, który mama dała mu na wypadek nagłych sytuacji.
Ekran był pęknięty, bateria migała na czerwono, ale to było jego życie. Drżącymi palcami Tommy wybrał numer 911.
„911, jakie jest twoje zgłoszenie?” – głos był spokojny, kobiecy.
„Jest mężczyzna!” – dyszał Tommy, łapiąc oddech. „Jest przykuty do drzewa! W lesie! Jest mocno ranny, krwawi wszędzie!”
Chwila ciszy. „Spokojnie, kochanie. Jak masz na imię?”
„Tommy Peterson. Jestem na County Road 47, koło starej farmy Millerów. Ktoś go pobił i zostawił na śmierć.”
„Tommy, jesteś teraz bezpieczny? Nic ci nie jest?”
„W porządku, ale on nie! Ma na sobie łańcuchy. Proszę, wyślij kogoś!”
Ton dyspozytora zmienił się, stając się poważny. „Wysyłamy jednostki teraz, Tommy. Czy możesz opisać mężczyznę?”
Tommy przełknął ślinę. „Jest… naprawdę duży. Wiele tatuaży. Jego kurtka… jest na niej napis Hells Angels.”
Kolejna pauza. Dłuższa tym razem. Powietrze nad linią telefonu zdawało się być wyssane w próżnię.
„Czy powiedziałeś… Hells Angels, Tommy?”
„Tak, proszę pani. Ale on mnie nie skrzywdził. Po prostu wyglądał… przestraszony. Dałem mu wodę.”
„Dałeś mu… wodę?” – głos dyspozytora był pełen niedowierzania.
„Tommy, musisz pozostać dokładnie tam, gdzie jesteś. Na drodze. Nie wracaj do lasu. Rozumiesz? Policja nadchodzi.”
Ale Tommy już chował telefon do kieszeni. Spojrzał w stronę ciemnego pasa drzew.
Nie mógł go zostawić samego. Obiecał. Pobiegł z powrotem.
Część 2
Pędząc z powrotem przez drzewa, Tommy znalazł polanę.
Głowa mężczyzny znowu opadała do przodu. Oddech był płytszy. Wyglądał gorzej.
„Hej, proszę pana” – szepnął Tommy, podchodząc ponownie. „Wezwałem pomoc. Nadchodzą.”
Oczy mężczyzny otworzyły się ze szczątkowym wysiłkiem, próbując skupić wzrok na małym chłopcu. Jego głos był zachrypły. „Chłopcze… wróciłeś.”
„Nie zostawiłem cię tutaj samego” – powiedział Tommy, wyciągając ponownie manierkę. „Chcesz więcej wody?”
Mężczyzna, Marcus „Razer” McKenzie, kiwnął głową. Tym razem Tommy był ostrożniejszy, przechylając manierkę idealnie.
„Jak masz na imię, proszę pana?”
„Razer” – wyszeptał.
„To zabawne imię. Ja jestem Tommy.”
Pomimo cierpienia, cień uśmiechu przemknął po ustach Razera. „Miło cię… poznać, Tommy.”
W oddali zaczęły się odbijać syreny ambulansu. Ulgę poczuł Tommy.
„Słyszysz? Ambulans jest tutaj. Teraz będzie dobrze.”
Oczy Razera utkwiły w Tommy’m, intensywność przebiła ból. „Uratowałeś mi życie, chłopcze.”
„Po prostu zrobiłem to, co zrobiłby każdy.”
„Nie” – wyszeptał Razer, jego głos zyskał dziwną, nową siłę. „Zrobiłeś to, co… robi ktoś z prawdziwą odwagą. Nie… zapomnę tego.”
Ratownicy i zastępcy szeryfa przebiły się przez zarośla.
Zatrzymali się na miejscu: mały chłopiec stojący ochronnie nad przykuty Hells Anglem.
„Odstep, synku” – powiedział łagodnie jeden z zastępców.
Tommy pokręcił głową, jego mała sylwetka emanowała dzielną ochroną, która oniemiała dorosłych.
„On jest naprawdę ranny! Ktoś przykuł go tutaj! Potrzebuje pomocy od razu!”
Ratownicy podeszli, oceniając stan Razera, podczas gdy obcęgi przecinały ciężkie łańcuchy.
Gdy wkładali go na nosze, oczy Razera nigdy nie opuściły Tommy’ego.
„Znajdę cię” – wyszeptał Razer, gdy niesiono go dalej. „Znajdę cię… i naprawię to.”
Tommy patrzył, jak ambulans znika, a czerwono-białe światła migoczą przez drzewa.
Nie rozumiał ciężaru obietnicy, którą właśnie złożył.
Nie miał pojęcia, że jego prosty akt dobroci właśnie odpalił „granat”.
Antyseptyczny zapach szpitalnego oddziału intensywnej terapii sprawił, że Tommy skrzywił nos.
Szli obok swoich rodziców, Sarah i Jima, którzy wyglądali na całkowicie zdezorientowanych. Matka cały czas miała ochronną dłoń na jego ramieniu.
„Jesteś pewien, Tommy?” zapytała po raz trzeci. „Możemy po prostu zostawić kwiaty przy stanowisku pielęgniarek.”
„Chcę zobaczyć, czy wszystko z nim w porządku,” nalegał Tommy. „Obiecałem.”
Pielęgniarka Patricia Williams przywitała ich łagodnym uśmiechem. „Pytał o ciebie,” powiedziała cicho Tommy’emu.
„Pokój 314. Nadal jest mocno poobijany, więc nie przestrasz się wszystkich tych rurek.”
Razer był podparty w łóżku, jego twarz przypominała patchwork fioletowych siniaków i czarnych szwów.
Skórzana kamizelka, która wydawała się tak przerażająca, teraz wisiała na krześle, wyglądając na zużytą i wrażliwą.
„Tommy,” głos Razera był silniejszy, choć nadal szorstki. „Przyszedłeś.”
„Przyniosłem ci kwiaty,” powiedział Tommy, wspinając się na krzesło dla gości. „Mój tata mówi, że kwiaty pomagają ludziom poczuć się lepiej.”
Razer przyjął mały bukiet rękami, które były zaskakująco delikatne. „Dziękuję, dzieciaku. Są piękne.”
„Co się z tobą stało tam na zewnątrz?” zapytał Tommy, z bezpośrednią szczerością dziecka. „Dlaczego ktoś cię zakatował i zakuł w łańcuchy?”
Razer spojrzał na rodziców Tommy’ego, którzy skinęli głowami.
„Jacyś źli ludzie… nie lubili mnie zbytnio. Myśleli, że mogą mnie przestraszyć.”
„Ale teraz się nie boisz,” zauważył Tommy.
„Już nie,” powiedział Razer, a jego oczy złagodniały. „Wiesz dlaczego? Bo odważne dziecko pokazało mi, że wciąż są dobrzy ludzie na świecie. Ludzie, którzy pomagają obcym.”
„Nie bałem się,” powiedział Tommy.
„Nie?” Razer uniósł brew. „Ani trochę? Moja kamizelka ma kilka naprawdę strasznych łat.”
Tommy przyjrzał się kamizelce. „Co one wszystkie znaczą?”
Razer sięgnął po nią, poruszając się powoli. „Ta… oznacza, że jeżdżę z moimi braćmi od 15 lat.
Ta… oznacza, że służyłem w wojsku. Army Rangers.”
„Byłeś żołnierzem?” oczy Tommy’ego rozszerzyły się.
„Trzy misje zagraniczne. Zanim wróciłem do domu i znalazłem moją motocyklową rodzinę.”
„Czy wszyscy Hells Angels to żołnierze?”
„Niektórzy tak. Niektórzy to mechanicy, nauczyciele, robotnicy budowlani. Jesteśmy po prostu… ludźmi.
Ale kamizelka… oznacza braterstwo. Oznacza, że dbamy o siebie nawzajem. Bez względu na wszystko.”
„Tak jak ja dbałem o ciebie,” powiedział Tommy.
Uśmiech Razera był pierwszym prawdziwym, jaki udało mu się pokazać. „Dokładnie tak, Tommy.
Tyle że nawet mnie nie znałeś. To czyni cię odważniejszym niż większość dorosłych, których znam.”
„Moja mama mówi, że pomaganie ludziom to po prostu coś, co powinieneś robić.”
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.