Reklama

Anna wyszła ze szpitala powoli, ostrożnie

Reklama
Reklama

— Pani Anna? — zapytał spokojnie mężczyzna w płaszczu.

— Tak…?

— Nazywam się Marek. Czy mogę wejść?

Gdy tylko przekroczył próg, Anna spojrzała mu w oczy i poczuła, jak uginają się pod nią nogi. Poznała je od razu. Teraz były jasne, skupione, pełne życia.

— To… pan… — wyszeptała.

— Tak — uśmiechnął się cicho. — Ten człowiek z drogi.

Usiedli. Marek opowiadał powoli, bez pośpiechu. O ciężkiej hipotermii, o dniach spędzonych nieprzytomny, o tym, jak lekarze mówili wprost, że bez pomocy zamarzłby tej nocy. O tym, jak stracił pamięć i dokumenty, jak przez lata prowadził firmę transportową, a potem wszystko rozsypało się przez wypadek i błędne decyzje. Dopiero w szpitalu, kawałek po kawałku, jego życie zaczęło wracać na swoje miejsce.

— Pierwszą osobą, którą chciałem znaleźć, była pani — powiedział w końcu. — Pamiętałem tylko twarz i to, że była pani w ciąży.

Wyjął z teczki dokumenty i położył je na stole.

— To nie jest zapłata — dodał szybko. — To wsparcie. Na spokojny poród, na pierwsze miesiące z dzieckiem. I propozycja pracy. Bez nocnych zmian, bez ryzyka. Jeśli tylko będzie pani chciała.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.

Reklama
Reklama