Telefon Aleksieja nie milkł.
— Jedziesz do niej? — zapytała Irina, nie odwracając się.
— Nie.
Wyciszyłem.
— Nawet jeśli przyjedzie?
— Nie otworzę.
Parsknęła cicho.
— To będzie najgłośniejsze „nie otworzę” w jej życiu.
Jak na zamówienie, w drzwiach zabrzmiał ostry dzwonek.
Potem jeszcze raz.
I znowu.
A potem pięść uderzyła w drzwi.
— Liosza! Otwórz! Wiem, że tam jesteście! Nie masz prawa mnie ignorować!
Podszedł do drzwi, ale ich nie otworzył.
— Mamo, idź do domu.
Po drugiej stronie zapanowała oszołomiona cisza.
— Wybrałeś ją… zamiast mnie?
— Nie — odpowiedział spokojnie Aleksiej.
— Wybrałem prawdę.
— Ona cię oczarowała! — wrzasnęła Ludmiła Pawłowna.
— A ty mnie okłamałaś.
Irina podeszła do drzwi i cicho powiedziała przez zamknięte skrzydło:
— Szczęśliwego Nowego Roku, pani Ludmiło.
W tym roku życzę pani, żeby nauczyła się pani szanować innych ludzi.
— Jeszcze tego pożałujesz — wysyczała teściowa.
— Możliwe — odpowiedziała Irina.
— Ale na pewno nie dziś.
Kroki na klatce schodowej zaczęły się oddalać.
Cisza.
A potem na ekranie telewizora zegar wybił pierwszy gong.
Pierwszy.
Drugi.
Trzeci.
Aleksiej odwrócił się do Iriny.
— Wybacz mi… za wszystko.
— Najważniejsze — nie powtarzaj.
Ostrożnie ją objął.
Na ulicy ktoś krzyknął „Szczęśliwego Nowego Roku!”, w niebo wystrzeliły fajerwerki, a światło zapłonęło w oknach.
I po raz pierwszy od dłuższego czasu Irina poczuła, że Nowy Rok naprawdę nadszedł.
Bez kłamstw, bez upokorzeń, bez cudzego dyktatu.
Tylko cisza, prawda — i jej dom.
— No to co — uśmiechnęła się, unosząc kieliszek.
— Za uczciwy rok bez cyrku?
— Najlepszy toast wszech czasów — przytaknął Aleksiej.
Koniec.