Reklama

Dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia gościłam u siebie matkę z dzieckiem, a w poranek Bożego Narodzenia otrzymałam paczkę z moim imieniem.

Reklama
Reklama

Wtedy ją zobaczyłem.

Stała na przystanku autobusowym, częściowo osłonięta małą plastikową osłoną.

Kobieta przyciskająca dziecko mocno do piersi.

Nie chodziła tam i z powrotem.
Nie patrzyła na telefon.

Ona po prostu tam stała. Zupełnie nieruchoma.

Wiatr był bezlitosny – taki, który przenikał kurtki i buty.

Dziecko leżało owinięte w cienki kocyk, z policzkami czerwonymi od zimna. Wyciągnęła się maleńka rączka, palce sztywne i zaciśnięte.

Poczułem ucisk w klatce piersiowej.

Przejechałem obok niej.

Może na pięć sekund.

Wtedy w mojej głowie włączyły się wszystkie czerwone lampki.

Wszystkie te kazania o obcych.
Wszystkie te przypomnienia, że ​​jestem już matką – że nie mogę być lekkomyślna.

A pod spodem kryje się spokojniejsza myśl:

A co, jeśli to przytrafi się mnie?
A co, jeśli to przytrafi się mojemu dziecku?

Zwolniłem.

Odkładać.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.

Reklama
Reklama