Miała maty do jogi.
Miała dodatkowe, świeżo wyprane koce.
Jej spiżarnia była prawie pusta, ale w samochodzie było paliwo.
I, co najważniejsze, miała mnóstwo czasu, żeby posprzątać trochę chaosu, zanim zamieni się w większy bałagan.
Złapałem kluczyki, notes i poszedłem do samochodu. Jeśli przyjadą za dwie godziny, miałem 120 minut na przygotowanie czegoś, co wydawałoby się przyjazne… jednocześnie subtelnie dając do zrozumienia, że to nie będzie darmowy hotel.
Zacząłem w wiejskim supermarkecie. Kupiłem najpotrzebniejsze rzeczy: ryż, makaron, chleb, jajka i owoce. Nic specjalnego. Potem poszedłem do antykwariatu, gdzie kupiłem pięć tanich poduszek i dwa komplety pościeli. Resztę musiałem improwizować.
Po powrocie uporządkowałem przestrzeń: pary spały w sypialniach, młodzi w salonie, reszta na matach rozłożonych po korytarzu. Zrobiłem odręczne tabliczki z podstawowymi zasadami: „Każdy zmywa swoje naczynia”, „Odkręcanie prysznica” i „Dzielenie się jedzeniem, dzielenie się wydatkami”.
Właśnie powiesiłem ostatni szyld, gdy usłyszałem zbliżające się motocykle. Różne głosy, śmiech, brzęk walizek.
Drzwi się otworzyły i dwudziestu gości weszło do środka, nie czekając na powitanie, jakby domek został zaprojektowany specjalnie dla nich.
Uśmiechnąłem się.
Nie wiedzieli, że miał plan.
I że następne dwa tygodnie będą lekcją dla wszystkich.
Przybycie całego tego tłumu przypominało panikę w chacie przeznaczonej dla maksymalnie czterech osób. Dzieci pobiegły przez korytarz; dwóch wujków Laury rozglądało się po kuchni, jakby byli właścicielami; a jej matka, z krytycznym spojrzeniem, powiedziała na głos:
— „Myślałem, że będzie większe.”
Odpowiedziałem po prostu:
„To świetna zabawa. Ale zadziała tylko… jeśli wszyscy będziemy współpracować”.
To przykuło ich uwagę. Nie byli przyzwyczajeni do tego, żebym mówiła coś takiego. Zawsze byłam wyluzowaną teściową, tą, która uśmiechała się i akceptowała każdy plan bez narzekania. Ale tym razem jasno określiłam granice, wywieszając je na plakatach na ścianie.
Laura podeszła bliżej i mrugnęła.
„Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że jest nas tak dużo. Wszyscy byli ciekawi twojego nowego domu”.
Nie była to do końca prawda – niektórzy nawet nie wiedzieli o istnieniu takiego zjawiska – ale nie warto było o tym dyskutować.
Spokojnie oprowadziłem ich po sali i wskazałem, gdzie każda grupa będzie spała. Nikt nie narzekał otwarcie, choć widziałem kilka zdziwionych spojrzeń, gdy zobaczyli maty do spania na korytarzu. Prawdopodobnie spodziewali się prawdziwych łóżek.
Następnie zaprosiłem wszystkich do pokoju.
— Witam. Cieszę się, że tu jesteś. Ale proszę, przeczytaj te zasady. Są tu po to, żebyśmy mogli się dobrze bawić, nie zamieniając mojego domu w pole bitwy.
Rozległ się śmiech, ale i zgoda. Przynajmniej pomysł nie był aż tak niedorzeczny.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.