— Rostisław jest zajęty. Ma ważną transakcję. A ty niby co robisz pożytecznego? Siedzisz w domu i wydajesz pieniądze mojego syna na byle co. Choć raz w życiu zrób coś pożytecznego dla rodziny!
— Pracuję! — oburzyła się Wiktoria. — Prowadzę własne studio florystyczne, mam dwunastu pracowników!
— Sprzedajesz kwiatuszki — prychnęła teściowa. — To nie praca, tylko rozrywka dla znudzonych gospodyń domowych. Prawdziwa praca to podpisywanie kontraktów na miliony, jak robił mój świętej pamięci mąż. Albo jak teraz Awdiej.
Wiktoria zacisnęła pięści. W jej piersi wezbrała fala oburzenia, gorąca i dławiąca.
— A Awdiej wie o tej „prośbie”?
— Awdiej nie ma czasu na babskie głupoty. Jest na ważnych negocjacjach w Jekaterynburgu, wróci dopiero jutro w południe. Do tego czasu ty już odwieźiesz Milanę do domu i wrócisz. Może nawet zdążysz coś ugotować mężowi na urodziny. Chociaż przy twoich kulinarnych zdolnościach lepiej zamów gotowe.
— NIE POJADĘ — powiedziała stanowczo Wiktoria.
Ewelina Markowna podeszła bliżej. Pachniała drogimi francuskimi perfumami i wyniosłością.
— Posłuchaj mnie uważnie, dziewczyno. Mieszkasz w mieszkaniu, które kupił MÓJ syn. Jeździsz samochodem, który podarował ci MÓJ syn. Nosisz biżuterię, którą…
— DOŚĆ! — Wiktoria gwałtownie wstała. — Nie jestem żadną łowczynią posagów! Mam własny biznes, własne pieniądze! A to mieszkanie kupiliśmy WSPÓLNIE, zapłaciłam połowę!
— Och, nie rozśmieszaj mnie. Twoje grosze ze sprzedaży stokrotek? Awdiej z litości pozwolił ci dorzucić się, żebyś się nie czuła na utrzymaniu. Choć w rzeczywistości właśnie tym jesteś.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.