Słowa teściowej bolały celnie i dotkliwie. Wiktoria wiedziała, że to nieprawda — jej studio kwiatowe świetnie prosperowało, naprawdę zapłaciła połowę kosztów mieszkania. Ale Ewelina Markowna miała niezwykły talent do przekręcania faktów i przedstawiania wszystkiego w wygodnym dla siebie świetle.
— Wie pani co? Poradzicie sobie beze mnie. Niech Milana weźmie taksówkę. Albo sama ją pani odbierze, skoro jest tak ważną personą.
— Ja? — Ewelina Markowna przyłożyła dłoń do piersi. — Mam chore serce, lekarze zabronili mi się denerwować i jeździć tak daleko. A Domodiedowo to prawdziwa próba dla mojego zdrowia.
— Za to do Monako można latać co dwa miesiące bez problemu — nie powstrzymała się Wiktoria.
Twarz teściowej poczerwieniała.
— Jak śmiesz! Niewdzięczna gówniaro! Przyjęliśmy cię do rodziny, biedaczkę z prowincji, a ty…
— Jestem z Niżnego Nowogrodu, a nie ze wsi! I mam wyższe wykształcenie, własny biznes i…
— MILCZ! — wrzasnęła Ewelina Markowna. — Masz być o siódmej wieczorem przy terminalu trzecim. Milana przylatuje o siódmej trzydzieści, lot z Dubaju. I nie waż się spóźnić!
Tymi słowami teściowa odwróciła się i wyszła z pokoju, głośno trzaskając drzwiami.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.