— Wika, NIE ZACZYNAJ. Jestem zmęczony, mam trudne negocjacje. Omówimy wszystko, jak wrócę.
Rozłączył się bez pożegnania.
Wiktoria patrzyła na wygaszony ekran telefonu. W środku narastała taka gorycz, że miała ochotę krzyczeć. Wybrała numer przyjaciółki.
— Alona, cześć. Możesz podjechać? Potrzebuję pomocy.
Po pół godzinie Alona Mokiejewa, jej najlepsza przyjaciółka i współwłaścicielka studia florystycznego, siedziała w kuchni i słuchała chaotycznej relacji Wiktorii.
— Co za idiotka — wypuściła powietrze Alona, gdy przyjaciółka skończyła. — Wybacz określenie, ale twoja teściowa to prawdziwa wiedźma. A Awdiej też niczego sobie! Maminsynek.
— Co ja mam zrobić? Jeśli nie pojadę — będzie awantura na cały dom. Ewelina Markowna zamieni mi życie w piekło.
— A jeśli pojedziesz — zrozumie, że może tobą pomiatać. Wiesz co? Mam pomysł.
Alona wyciągnęła telefon i zaczęła szybko coś pisać.
— Co robisz?
— Piszę do naszego prawnika, Makara. Pamiętasz, mówił, że jego brat ma firmę transportową? Zaraz wszystko załatwimy.
Po godzinie plan był gotowy. Wiktoria z ponurą determinacją spakowała się i pojechała na lotnisko. Ale nie sama — Alona uparła się, by jej towarzyszyć.
Domodiedowo przywitało je zwyczajnym chaosem. Wiktoria stała przy wyjściu ze strefy przylotów, trzymając tabliczkę z napisem „Milana Seczina”.
— Może sobie odpuścimy? — zawahała się w ostatniej chwili.
— ANI MI SIĘ WAŻ! — stanowczo powiedziała Alona. — Plan już działa.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.