— Osobliwa? OSOBLIWA? Nazwała mnie żebraczką, śmieciem, pasożytem! I to tylko dziś!
— Jest emocjonalna, nie bierz tego do siebie.
Wiktoria spojrzała na męża jak na obcą osobę.
— Awdiej, jutro masz urodziny. Pół roku przygotowywałam przyjęcie. Odnalazłam twojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, z którym straciłeś kontakt. Zaprosiłam twojego ulubionego wykładowcę z uczelni. Zamówiłam tort według specjalnego przepisu twojej babci, który robią tylko w jednym miejscu w Moskwie. I co? To wszystko nieważne, bo twojej rozkapryszonej siostrzyczce potrzebny był prywatny kierowca?
— Przestań z histerią. Odwołamy restaurację, uczcimy w domu, w rodzinnym gronie.
— Rodzinne grono — z twoją mamą i siostrą?
— Oczywiście. Przecież to rodzina.
— A ja?
— I ty też, oczywiście. Nie zaczynaj zazdrościć.
— Nie zazdroszczę. WYJEŻDŻAM.
Wiktoria przeszła do sypialni i wyciągnęła walizkę.
— Co robisz? Wiki, przestań!
— Jadę do rodziców do Niżnego. Świętuj urodziny z mamusią i siostrzyczką. Jestem pewna, że będą zachwyceni.
— Wiktoria, DOŚĆ! Odłóż walizkę!
— NIE.
Szybko spakowała najpotrzebniejsze rzeczy. Awdiej stał w drzwiach, nie wierząc w to, co się dzieje.
— Na serio? Przez taką błahostkę?