— To było niepotrzebne.
— Nie, — odpowiedziała cicho. — To było szczere. Ty nie widzisz granic. Dla ciebie normalne jest, że twoja mama ma klucz, wchodzi, decyduje, komentuje. Dla mnie to nienormalne. Ja zostałam wychowana inaczej. W moim domu prywatność była święta.
W tym momencie w drzwiach kuchni pojawiła się Livia, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
— Jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz mi to prosto w twarz, a nie półsłówkami, — oznajmiła, unosząc podbródek.
Mira wzięła głęboki oddech.
— Dobrze. To powiem. Livia, szanuję pani wiek i to, jak ważna jest pani dla Marka. Ale pani zachowania nie jestem w stanie szanować. Nie ma pani prawa wchodzić do cudzego mieszkania bez pytania. Nie ma pani prawa zachowywać się tak, jakby to miejsce należało do pani. I przede wszystkim nie ma pani prawa traktować mnie jak kogoś, kto ma obowiązek znosić krytykę tylko dlatego, że jestem pani synową.
Livia na moment zamilkła — rzadko jej się to zdarzało. Potem zacisnęła usta w cienką linię.
— Ja chciałam tylko dla was dobrze… — powiedziała tonem urażonej osoby.
— Może i tak, — odparła Mira. — Ale dobra nie narzuca się siłą.
Marek wtrącił się podniesionym głosem:
— Mira, to niesprawiedliwe! Mama chce pomóc. Gdybyś była trochę bardziej otwarta…