Spojrzałem na nią, szukając na jej twarzy ironii lub wstydu. Nic nie było widać.
„Jakie kłopoty sprawiłem?” zapytałem cicho.
Zaśmiała się. „Ty istniejesz. W tym tkwi problem. Ten dom jest za mały. Trzy sypialnie. David potrzebuje biura, żeby pracować z domu i faktycznie zarabiać – dla naszych dzieci. A nie po to, żeby dawać dach nad głową bezużytecznemu staruszkowi”.
Te słowa bolały, ale mnie nie zaskoczyły. Niektórzy ludzie ujawniają swoje prawdziwe oblicze dopiero wtedy, gdy myślą, że mają nad tobą władzę.
„Rozumiem” – powiedziałem.
To ją najwyraźniej zdenerwowało. „To wszystko? Rozumiesz?”
„Tak” – odpowiedziałem. „Chcesz, żebym poszedł? To pójdę”.
Kąciki jej ust się zacisnęły. „Dobrze. Masz czas do jutra”.
„Jutro?” – zapytałem. „Potrzebuję co najmniej tygodnia, żeby znaleźć mieszkanie”.
„Nie obchodzi mnie to. Jutro zadzwonię na policję i powiem im, że mi groziłeś. Jak myślisz, komu uwierzą? Zniedołężniałemu staruszkowi czy mnie?”
Coś we mnie się zmieniło. Nie gniew, ale jasność umysłu.
„Właśnie sobie pomyślałem” – powiedziałem cicho – „że jutro dotrzesz do mnie z prezentem”.
Zmarszczyła brwi. „Prezent? Czy ty kompletnie oszalałeś?”
„Zobaczysz. Coś wyjątkowego.”
Uśmiechnęła się szyderczo, mruknęła coś o tym, że w końcu tracę rozum, i odeszła. Jej obcasy odbiły się echem po drewnianej podłodze, którą sam naprawiłem rok wcześniej.
Usiadłem na brzegu wąskiego łóżka. Ten pokój był moim azylem, odkąd zmarła moja żona, Rosa, i David nalegał, żebym się wprowadził.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.