— I właśnie dlatego potrzebujemy takich ludzi jak pani — odpowiedziałam. — Nie po to, by zatrzymywać zmiany, ale by je prowadzić.
Słowa zawisły w powietrzu. W jej oczach dostrzegłam mieszankę wstydu, zdumienia i jakiegoś nowego, nieśmiałego zaciekawienia.
— Jutro rano o dziewiątej odbędzie się spotkanie strategiczne — dodałam po chwili. — Chciałabym, by pani z nami była.
Marianne skinęła głową, po czym wyszła bez słowa. Gdy drzwi się zamknęły, podeszłam do okna. Mokre dachy i błyszczące ulice odbijały szare światło po deszczu. Miasto budziło się do życia, jakby nic się nie wydarzyło.
Pomyślałam: Prawdziwa siła nie tkwi w tytule ani w władzy, lecz w umiejętności zmieniania rzeczy, nie podnosząc głosu. Władza, która nie wymaga krzyku, jest tą, która naprawdę działa.
Uśmiechnęłam się lekko. To dopiero początek — pomyślałam. Nie wojny, lecz przemiany.